Piosenka na dziś : http://www.youtube.com/watch?v=HqWlUiYwhwg
~Oczami Aśki~
Nie rozmawiałam z Zaynem od wesela, po prostu spakowałam jego rzeczy, które były w pokoju w niewielkie pudełko i wystawiłam przed drzwi. Nie wiedziałam co mam zrobić, jak mam się zachować, co mam myśleć, co czuć.
Z jednej strony nienawiść do niego, ale i do siebie, a z drugiej chciałam o tym wszystkim zapomnieć i żyć jak wcześniej, bo oboje sprawiliśmy sobie cholerny ból, oboje jesteśmy siebie warci, ale nie mogłam zapomnieć tego co było pomiędzy mną a Edem podczas tamtego momentu. Wszystko po prostu rozwaliło się jak domek z kart.
~Oczami Zayna~
Postanowiłem pójść pobiegać, to sprawiało, że czułem się wolny od wszystkich myśli. Byłem tylko ja , muzyka i droga. Gdy szykowałem się wyjścia wpadł do mnie Louis.
- Hej stary co robisz?- Zapytał.
- Idę biegać, chcesz iść ze mną? To naprawdę najlepsza rzecz jaką można by zrobić w ten nudny wieczór.
- No pewnie, że idę ! Czekaj na mnie na dole! – Krzyknął z entuzjazmem Louis.
Po chwili znaleźliśmy się już w pobliskim parku.
- Co jest między Tobą, a Aśka?- zapytał Louis podczas biegania.
- Wszystko między nami ok, mamy tylko mały kryzys, ale myślę, że wszystko szybko przejdzie. Ona nie potrafi się na mnie długo gniewać.- odpowiedziałem zamykając temat.
Było ciemno, gdzieniegdzie paliły się lampy, które nie oświetlały praktycznie nic, nagle zorientowałem się, że Louis nie biegnie razem ze mną. Przystanąłem i odwróciłem się nerwowo do tyłu.
Zobaczyłem jak chłopak bezwładnie leży na ziemi. Podbiegłem do niego i zacząłem lekko klepać go w policzek, ale Lou nie budził się, sprawdziłem jego puls był lekko odczuwalny.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem po karetkę, później nie świadomie wybrałem numer Aśki.
- Słucham?- usłyszałem niemiły głos po drugiej stronie.
- Aśka, jak dobrze , że odebrałaś, słuchaj Louisowi coś się stało, wezwałem karetkę, on leży na ziemi i się nie rusza. Przyjdź tu proszę cię, jesteśmy w parku nie daleko fontanny.
Dziewczyna rozłączyła się i już po chwili była razem z chłopakami na miejscu.
Przyjechała także karetka i zabrali Lou do szpitala.
~Oczami
Dominiki ~
Nareszcie jestem na lotnisku. Z wielką chęcią wcześniej
opuściłabym to miasto, ale Vicki chciała pozałatwiać jakieś sprawy dotyczące
ślubu i prosiła mnie abym na nią zaczekała. Każdy dzień tutaj był dla mnie
wielką męczarnią, cały ten czas spędziłam po prostu w swoim hotelowym pokoju
patrząc w ściany. Nie mogłam zapomnieć o tym przeklętym weselu, o tej piosence
:” So we can start it all over again” ..to
właśnie te słowa cały czas chodziły mi po głownie. Stałam już w kolejce na odprawę
, gdy zadzwonił do mnie telefon. Wyjęłam go z kieszeni i wyświetlił mi się
nieznany numer , przestraszyłam się lekko ale odebrałam .
- Słucham ? – odezwałam się niepewnym głosem.
- Dominika, tu mama . Louis jest w szpitalu,
jest.. – nie zdarzyła dokończyć, te słowa wystarczyły bym zrobiła to co
zrobiłam. Szybkim ruchem złapałam za walizkę i wybiegałam z budynku, słyszałam jak Vicki krzyczy za mną, ale teraz to nie ona była najważniejsza. Miejscowy szpital był
tylko ulice dalej, dlatego zdecydowałam
się na bieg. Wpadałam do szpitala , rzuciłam bagaż na krzesła i wzrokiem
zaczęłam szukać lekarza.
- Przepraszam ! – krzyknęłam zdyszana do
przechodzącego mężczyzny
- słucham ? – zapytał ze spokojem w głosie.
- Louis, Louis Tomlinson. Gdzie leży ? –
podparłam się rękoma o kolana i popatrzyłam na niego.
-sala 107. – uśmiechnął się, a ja ruszyłam w
drogę. Na początku bez większych rezultatów krążyłam po korytarzach, zażenowana
zdecydowałam zapytać o drogę przechodzącą pielęgniarkę. Udzieliła mi wskazówki,
a ja ruszyłam wyznaczoną trasą. Wychyliłam się lekko zza jednej ze ścian.
Wszyscy tam byli, każdy tak bardzo smutny. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z
ukrycia. Najpierw nikt mnie nie zauważył, ale gdy podeszłam bliżej wszystkich
oczy były zwrócone tylko na mnie. Nikt nic nie mówił, myślę, że nawet niedbały
rady, ale pasowało mi to, nie potrzebne były zbędne komentarze. Szybkim ruchem i
weszłam na oiom, zdawałam sobie sprawę, że leżących tu nie można odwiedzać, ale nie obchodziło mnie to. Podeszłam do Louisa i usiałam obok niego. Załapałam go za
rękę, a chłopak się przebudził. Pomrugał nerwowo powiekami i popatrzył z
niedowierzaniem .
- Przepraszam – powiedziałam załamującym się
głosem. Nic nie powiedział, po prostu dalej na mnie patrzył.
- Przepraszam, że mnie nie było, że cię zawiodłam
– powtórzyłam się i mocniej ścisnęłam jego dłoń.
- Dlaczego uciekłaś ? – zapytał słabym głosem.
- Przepraszam. – powiedział to po raz trzeci ,
nie byłam w stanie wyjaśniać dlaczego to zrobiłam.
-Tu nie można wchodzić proszę wyjść. – nerwowo
odezwał się lekarz, który wszedł do sali Lou.
Nachyliłam się nad jego dłonią i delikatnie
musnęłam ją ustami. Puściłam go i wyszłam.
Usiadłam zaledwie kilka krzeseł dalej od Harrego. Schowałam twarz w dłonie by zasłonić swoje łzy. Sama nie wiem dlaczego płakałam, dlaczego przepraszałam. To oni mnie zranili, to oni mnie zostawili, nie ja ich. Jednak Louis pomimo wszystkiego był jedną z najważniejszych osób w moim życiu i bardzo bolało mnie to, że coś strasznego mogło mu się stać. W zasadzie dalej nie wiedziałam co z nim jest, ale bałam zapytać się kogokolwiek siedzącego obok mnie. Nagle poczułam czyjąś rękę na moich plecach, było to tak przyjemnie, że przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Podniosłam głowę i zobaczyłam Harrego, patrzył na mnie z taką miłością i zatroskaniem. Nie spodziewałam się, że dalej mógłby mnie kochać.
- Zapewne chcesz wiedzieć co się stało . – powiedział delikatnie masując ręką moje plecy., kiwnęłam tylko twierdząco głową.
- Louis ma wadę zastawki. Jutro będzie mógł wrócić do domu, ale musi się oszczędzać. Wszystko będzie dobrze. – chłopak uśmiechną się.
- Jak możesz mówić, że będzie dobrze ?! Kurwa to serce ! – krzyknęłam i nerwowo poderwałam się do góry. Popatrzyłam na wszystkich wrogo i ruszyłam przed siebie, po drodze przewróciłam napotkane krzesło. Wyszłam przed budynek, wyjęłam z torebki fajkę i ją odpaliłam. Zauważyłam jakaś znajomą mi spotkać, która szybkim krokiem zmierzała do mnie. O kurde, to Vicki.. przez to wszystko całkiem o niej zapomniałam.
- Co ty robisz ?! Zaraz nasz samolot odlatuje, chodź ! – krzyknęłam i pociągnęła mnie za rękaw płaszcza.
- Nigdzie nie idę .Muszę zostać z Louisem – powiedziałam i wyrwałam swoją rękę z jej uścisku.
- Nie pamiętasz co oni ci zrobili ?! Taka głupia jesteś ?! – cały czas krzyczała
- Pamiętam. – odpowiedziałam cicho.
Usiadłam zaledwie kilka krzeseł dalej od Harrego. Schowałam twarz w dłonie by zasłonić swoje łzy. Sama nie wiem dlaczego płakałam, dlaczego przepraszałam. To oni mnie zranili, to oni mnie zostawili, nie ja ich. Jednak Louis pomimo wszystkiego był jedną z najważniejszych osób w moim życiu i bardzo bolało mnie to, że coś strasznego mogło mu się stać. W zasadzie dalej nie wiedziałam co z nim jest, ale bałam zapytać się kogokolwiek siedzącego obok mnie. Nagle poczułam czyjąś rękę na moich plecach, było to tak przyjemnie, że przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Podniosłam głowę i zobaczyłam Harrego, patrzył na mnie z taką miłością i zatroskaniem. Nie spodziewałam się, że dalej mógłby mnie kochać.
- Zapewne chcesz wiedzieć co się stało . – powiedział delikatnie masując ręką moje plecy., kiwnęłam tylko twierdząco głową.
- Louis ma wadę zastawki. Jutro będzie mógł wrócić do domu, ale musi się oszczędzać. Wszystko będzie dobrze. – chłopak uśmiechną się.
- Jak możesz mówić, że będzie dobrze ?! Kurwa to serce ! – krzyknęłam i nerwowo poderwałam się do góry. Popatrzyłam na wszystkich wrogo i ruszyłam przed siebie, po drodze przewróciłam napotkane krzesło. Wyszłam przed budynek, wyjęłam z torebki fajkę i ją odpaliłam. Zauważyłam jakaś znajomą mi spotkać, która szybkim krokiem zmierzała do mnie. O kurde, to Vicki.. przez to wszystko całkiem o niej zapomniałam.
- Co ty robisz ?! Zaraz nasz samolot odlatuje, chodź ! – krzyknęłam i pociągnęła mnie za rękaw płaszcza.
- Nigdzie nie idę .Muszę zostać z Louisem – powiedziałam i wyrwałam swoją rękę z jej uścisku.
- Nie pamiętasz co oni ci zrobili ?! Taka głupia jesteś ?! – cały czas krzyczała
- Pamiętam. – odpowiedziałam cicho.
~Oczami Zayna~
-Czy mi się coś przewidziało czy przed chwilą widziałem Dominikę?- Zapytałem wszystkich siedzących przed salą. Nikt mi jednak nie odpowiedział, myślę, że wszyscy byli w tak wielkim szoku, że nawet nie zdołaliby nic powiedzieć. Patrzyłem na Asię, siedzącą na jednym z krzeseł obok Liama. Widać było po niej wielkie zmęczenie, mógłbym teraz być na miejscu Liama o którego się opierała.
Zacząłem wszystkiemu się przyglądać. Gdy wyszła Dominika Harry próbował ją uspokoić, jednak dziewczyna krzyknęła na niego i wyszła. Nawet nie wiem dlaczego poszedłem za nią, po prostu moje nogi same ruszyły w jej kierunku. Nagle znalazłem się tuz przy niej, poczułem jej perfumy, które chyba nigdy się nie zmienią.
Dziewczyna opierała się o murek wciągając dym papierosa.
- Tak bardzo się zmieniałaś- Powiedziałem wyjmując jej fajkę z ust.
- Za to ty się wcale nie zmieniłeś i nadal palisz.- Powiedziała Dominika, nie uśmiechając się nawet.
-Vicki możesz nas zostawić?- Zapytałem. Dziewczyna kiwnęła tylko głową i odeszła bez słowa.
- Wiem, że będę mało oryginalny jak zapytam dlaczego, ale niestety muszę znać odpowiedź na to pytanie.- Powiedziałem patrząc prosto w jej oczy.
- Wszyscy pytacie o to samo, chociaż dobrze znacie odpowiedź. Chcieliście się mnie pozbyć! Zayn jak mogliście mnie wysłać do psycholi?! Dlaczego wszyscy mnie zostawiliście?! – Krzyczała dziewczyna prawie plącząc.
- Co ty mówisz? Nikt nigdy nie chciał cię zostawić, wiedzieliśmy, że nie poradzisz sobie bez specjalisty dlatego zostałaś tam wysłana, ale zawsze byśmy przy tobie byli.
~Oczami Dominiki ~
Gdy usłyszałam ostanie słowa Zayna wszystko jakby stało się jasne. Nie wiem czy mogłam mu tak po prostu wierzyć, ale w głębi duszy oczekiwałam takiego wyjaśnienie i bardzo chciałam żeby tak było. Popatrzyłam prosto w jego oczy i czułam jakbym zaraz miała się rozpłakać, po prostu te wszystkie emocje które gromadziły się we mnie od tak dawna chciały się uwolnić. Przysunęłam się do niego i tak po portu bez słowa go przytuliłam.
- Tak bardzo mi was brakowało. – powiedziałam i jeszcze mocniej wtuliłam się w niego.
- Nam ciebie też, proszę Cię wróć – opowiedział, a ja poczułam zimną łzę która spadł na moją szyję. Zayn płakał, właśnie po tym wiedziałam ile to wszystko i sama ja dla niego znaczę. Też zaczęłam płakać.
- Zrobię wszystko by naprawić to co zepsułam. – odsunęłam się od chłopaka i uśmiechnęłam przez łzy.
- Będziesz w stanie pojechać do nas ? – zapytał łapiąc mnie za rękę. Kiwnęłam twierdząco głową, a chłopak pociągnął mnie za sobą. Cała podróż minęła w ciszy, każdy patrzył się po prostu przed siebie. Gdy weszłam do domu i rozejrzałam się poczułam się tak przyjemnie, wszystkie miłe chwile wróciły. Chłopak wszedł za mną, zamknął za sobą drzwi, złapał mnie jedną rękę w pasie i delikatnie popchnął.
- Może zjesz coś? – zapytał wchodząc do kuchni .
- Wiesz co w sumie to od wczoraj nic nie jadałam, nigdy nie jem przed podróżą . – delikatnie się uśmiechnęłam i poszłam za nim.
- Mam trochę dziwne pytanie, ale mogłabym się tu rozejrzeć ? – zapytałam niepewnie.
- No pewnie, przecież to dalej jest twój dom .- odpowiedział grzebiąc w lodówce.
Wyszłam z kuchni i szybko ruszyłam schodami na górę. Zapytałam ogólnie ale tak naprawdę interesował mnie tylko pokój kiedyś mój i Harrego, chciałam po prostu zobaczyć jak bardzo się tam zmieniło. Delikatnie uchyliłam drzwi i weszłam na palcach, jakbym bała się że ktoś mnie nakryje. Rozejrzałam się po niebieskim pokoju i od razu w oczy rzuciła mi się komoda na której stały zdjęcia. Podeszłam bliżej i złapałam jedno z nich, byłam na nim ja, tak szczerze uśmiechająca się. Prawie na każdym innym zdjęciu byłam ja z Harrym, świetnie razem się bawiący i bardzo zakochani. Odstawiałam fotografie i podeszłam do szafy, przejechałam po niej ręką i delikatnie otworzyłam.Dalej leżały tam moje idealnie poskładane ciuchy, nie mogłam uwierzyć, że kiedyś byłam tak bardzo poukładana.
- On dalej ma nadzieje. – usłyszałam głos Zayna. Spojrzałam na chłopaka który stał w drzwiach i posmutniałam.
( Dominika na zdjęciu )
___________________________
Dziękujemy za to, że jesteście i tak nas wspieracie . ; )

To, że spamisz nam na stronie to nawet nie mam pretensji! To jest wspaniałe ! Uwielbiam. W pewnej chwili poczyłam jak łzy same płyna po moim policzku. Wciągenło mnie! Opowiedanie jak narkotyk. Ciekawe jak długo tak pociagne. Piszcie szybciutkoo . Uwielbiam i pozdrawiam ;D
OdpowiedzUsuńfajnie i miło się czyta :) Wciąga na maxa, jak dominika narkotyki :D:D:D czekam na kolejne rozdziały! :)))
OdpowiedzUsuńKatarzyno , kocham Cię < 3
Usuń